Zeszłam do kuchni gdzie czekał na mnie Harry, Ubrałam buty i wyszliśmy z domu.
-Musimy tam wejść- powiedział Harry, otwierając drzwi do swojego domu. Moi rodzice spali w pidżamkach na kanapie. Chyba wiedzieli o tym, że zostaną tu na noc. Weszliśmy do pokoju Loczka, on poszedł wziąć szybki prysznic a ja usiadłam na jego łóżku, i ponownie zaczęłam oglądać "plakat" z naszymi zdjęciami. Podeszłam do jego biurka, na nim zobaczyłam nasze wspólne zdjęcie z przed 3 lat, podniosłam je z biurka, usiadłam z powrotem na łóżku.
Odwróciłam fotografię, z tyłu zobaczyłam to:
"Jak mogłem opuścić taką dziewczynę jak ta?"
Nagle poczułam czyjś oddech na moim karku. Nastała niezręczna cisza.
-"Taką dziewczynę jak ta?"- zacytowałam, podniosłam się z łóżka.
-Mhm.....- przytakną i wlepił swój wzrok w podłogę. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Przerwał ciszę.
-To jak idziemy?- zapytał ubierając kurtkę.
-Idziemy.- odpowiedziałam obdarzając go ogromnym uśmiechem.- A powiesz mi chociaż dokąd?-dodałam po chwili.
-To niespodzianka.- powiedział w chytrym uśmieszkiem na twarzy. Droga minęła szybko, śpiewaliśmy wszystkie "hity naszej młodości", co swoją drogą musiało wyglądać komicznie bo Hazz udawał Beyonce.
Dojechaliśmy na miejsce.
-Muszę zasłonić Ci oczy.- powiedział, po czym wyciągnął chustkę z kieszeni. Nie protestując dałam zasłonić sobie oczy. Podeszliśmy kawałek. Harry rozwiązał chustkę, ku moim oczom ukazało się to:
Stara, ale jakże piękna altanka, jezioro, nawet nie wiedziałam, że są tutaj takie miejsca.
-Ha....Harry..- dziękuję- wyjąkałam i rzuciłam mu się na szyję. Weszliśmy do środka. Stało radio i..... pizza. Co nie było zdziwieniem jeżeli chodzi o Hazze. Loczek włączył radio. Leciała "nasza" piosenka.<http://www.youtube.com/watch?v=jVl5s1e0Oo4>
-Mogę?- zapytał i wyciągnął rękę w moją stronę. Położył swoje ręce na mojej talii, ja oplotłam swoje wokół jego szyi. Tańczyliśmy blisko....za blisko. Pocałował mnie w czoło. Przytulił jak najmocniej się da. Piosenka się skończyła. Tańczyliśmy dalej. Stanął, zatrzymał mnie. Nic nie mówił, spojrzał w moje brązowe tęczówki, opuszkami palców przejechał po moim policzku. Pocałował go. Usłyszałam tylko krótkie "mogę", na co kiwnęłam głową. Pocałował mnie. Najczulej jak się dało. Odsunął się na chwilę, lecz tylko po to aby wrócić ze zdwojona siłą.
*
Te 2 tygodnie minęły szybko, za szybko. Dziś był dzień wyjazdu Hazzy. Staliśmy w jego salonie, nasi rodzice byli na zewnątrz. Usiadł na kanapie, i nie wytrzymał. Z jego pięknych oczy spływały pojedyncze łzy.
~--------------------------------------------------------
Koniec części 4, niedługo 5 :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz