niedziela, 14 kwietnia 2013

Harry

Przepraaaaaszam znów Harry ale to już ostatni obiecuję <3 Miłego czytania. <http://www.youtube.com/watch?v=kFfKb_WEkCE> włączamy i czytamy :3
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na początku jest radość, niewinne spojrzenia, pierwszy dotyk. Następnie kochanie, śmiech i szczęście. A teraz coś co nawet nie ma określonej nazwy, smutek, płacz, żal, że pozwoliłam być "zabawką".Było źle... ciągłe przej­mo­wanie się wszys­tkim, płacz z by­le po­wodu, wie­czna tęskno­ta, po­tem obojętność, ze­ro emoc­ji. Myślałam że gorzej być nie może - a jest. Te­raz zas­ta­nawia mnie tyl­ko jed­no... jak naz­wać uczu­cie gor­sze od obojętności? Czasami ludzie mówiąc dwa cholernie proste słowa, nie zważają na to ile te słowa są warte. Ile uczuć, przywiązania i wspomnień się w nich mieści. A teraz jedyne co jest to głowa pełna nieznaczących już nic wspomnień.  Niena­widzę Cię za to, że poz­wo­liłeś mi Cię kochać. Tak mocno jak nikogo. Rozkochana, wykorzystana i odsunięta od siebie jak przedmiot. Wiesz jak to jest, kiedy chcesz spoj­rzeć pew­nej oso­bie w oczy, a nie możesz, bo po pa­ru se­kun­dach, mu­sisz od­wrócić się, kryjąc łzy ? 
Wiesz, jak to jest, kiedy tra­cisz od­dech, bo pat­rzysz na niego, a z je­go zacho­wania wnios­ku­jesz, że je­mu już nie za­leży? Nie wiesz? To proszę, nie mów mi o tym, że czas leczy rany. A teraz pojawia sie pytanie, czy warto kochać ?! Nie! Bo po co....... W tym momencie wszytskie emocje opuściły mój umysł, płakałam jak małe dziecko, nieudolnie próbując wycierać łzy rękawem i tak mokrej już koszulki. Podobno czas w którym leczysz ra­ny po upad­ku jest wprost pro­por­cjo­nal­ny do wy­sokości, z ja­kiej spadłeś. Siedziałam na srodku ogromnej sypialni ślepo wpatrując się w okno. Łzom pozwoliłam bezkarnie spływac po policzkach. Oddech wyrównywał się podczas gdy ja siedziałam bezczynnie nie przerywając zaczętej wcześniej czynności. Nagle poczułam wibrację w tylnej kieszeni jeasnowych spodenek. Leniwie wyciągnęłam go i czerwonymi od płaczu oczami spoglądnęłam na ekran telefonu "Harrry <33". Odzrzuć !!!! Kliknęłam czerwony klawisz na telefonie po czym całkowicie go wyłączyła. Podeszłam do szafy, z której zaczęłam wyciągać ubrania chłopaka, które pakowałam do ciemnofioletowej torby. W głowie przewijały mi się najpiękniejsze chwile jakie z nim spędziłam, każdy poranek jak i każdy wieczór. Każde wypowiedziane przez niego słowo, nabierało nowe znaczenie. Przypomniał mi się każdy dotyk, każdy nawet najcichszy szept. Ból znów powrócił. Teraz znaj­dziesz mnie po­między niena­wiścią, że od­szedłeś a nadzieją, że wrócisz...naiwna ?? Może, ale kochać sie nie da przestać tak po prostu. Z miłością jest jak z za­ciem­nionym pokojem gdzie nic nie widzisz a wszyt­ko możesz poczuć i wszys­tkiego możesz dotknąć i spróbować. Znów bezsilnie opadłam na podłogę. W głowie miałam jedynie twoje słowa "Zaufaj, daj się poprowadzić a nie pożałujesz" ha! Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak to naiwnie brzmi. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się z czarnego, puszystego dywanu, po czym udałam się w kierunku drzwi. Otworzyłam! Cisza, znów radość ..ale dlaczego ?? Nie wiem. Strach, przed dotykiem, przed głosem, i uczuciem, które zazwyczaj okresla się mianem "miłośći". Zebrałam w sobie siłę, żeby podnieść wzrok i spojrzeć chłopakowi w te zielone tęczówki, w których za każdym razem się zatracałam. Na widok moich czerwonych od natłoku łez oczu, mina chłopaka z przygnębionej zmieniła wyraz na przestraszoną. Staliśmy w ciszy, chciałam wydusić jedynie "Dlaczego?" Jednak za każdym razem kiedy próbowałam, jakimś dziwnym sposobem brakowało mi sił.
-Mógłbym wejść?- usłyszałam głos bruneta, o którym tak bardzo chciałabym zapomnieć. Kiwnęłam głową na tak i otworzyłam szerzej drzwi. Chłopak wszedł i usiadł na kanapie, podczas gdy ja udałam się do sypialni po spakowane wcześniej rzeczy. Dosłownie rzuciłam je na podłogę dając Harremu do zrozumienia, że może już łaskawie opuścić to mieszkanie. Brunet wstał, podszedł do mnie jednak widząc moje kroki w tył zatrzymał się zachowując bezpiecznął odlegość między nami.
-Ja nie chciałem... ona dla mnie nic nie znaczy.- zaczął jednak przerwałam mu.
-Harry, daj spokój....
- Byłem pijany, wpakowałem się w jakiś głupi zakład, a paparazzi zdążyli zrobić zdjęcie ja nie chcę Cię stracić.......
I w tym momencie w mojej głowie pojawiła się kwestia "wybaczenia". Kiedy mo­wa o wy­bacza­niu nie sposób nie wspom­nieć o pojęciu, które wy­daje się być z nim ściśle związa­ne - o krzyw­dzie. Poczu­cie krzyw­dy - ja­ko jed­no z pod­sta­wowych doświad­czeń oso­bis­tych nie jest ob­ce chy­ba ni­komu z nas. Gdybym nie próbowała wybaczyć, cierpiałabym. Gdybym nie wybaczyła też bym cierpiała. Ale wolę ciepieć wiedząc, że obudzę sie w ramionach kogoś, przy którym czuję na swój sposób bezpieczna. Zraniona, ale doświadczona. Wzięłam jeden głęboki wdech, przetarłam łzy rękawem i uniosłam wzrok.
-Wybaczam.....- powiedziałam ledwo słyszalnie, ale wystarczająco głośno aby chłopak mnie usłyszał. Loczek wziął moje zimne dłonie i przytulił mnie do siebie, ale nie tak jak zawsze, nie tylko ciałem ale i duszą. Założył kosmyk opadających na czoło włosów za ucho i przytulił mocniej. Harry położył swoje dłonie na moich policzkach ocierając resztę słonych łez. Spojrzał badawczo w moje brązowe tęczówki i złożył na moich ustach czuły i nienachalny pocałunek. Uczucie jakie mi wtedy towarzyszyło było blisko nieokreślone. Ale wiedziałam, że można nauczyć się kochać od nowa. Chłopak przyliżył swoje usta do mojego ucha i wyszeptał "przepraszam", co ja skomentowałam jedynie pokrzepiajacym uśmiechem. Kocham, na nowo, i ufam od początku......



2 komentarze: