Miłego czytania :)
~---------------------------------------------------------------------------------------------
Z każdym kolejnym sygnałem, co raz bardziej czułam jakbym miała dostać ataku epilepsji. Nikt nie odbierał. Wcisnęłam czerwoną słuchawkę, rzucając telefon gdzieś na łóżko. Nie miałam powodu żeby płakać, i nie robiłam tego ale czułam smutek, żal i taką minimalną rozpacz. Usłyszałam dzwonek do drzwi "Nie ma mnie" pomyślałam jednak ruszyłam swoje 4 litery z podłogi i podeszłam do drzwi. Delikatnie przekręciłam klamkę drewnianych, ciemno brązowych drzwi a w progu ujrzałam jego. Czarujący uśmiech, który działał na mnie jak kolejna dawka heroiny dla narkomana. Włosy, które w totalnym nieładzie, razem z jego rysami twarzy tworzyły idealną całość. Chciałam ze szczęścia, że jest rzucić mu się na szyję, ale było coś co mówiło "Nie, nie ufaj!".
-Wiesz, że nie musisz dzwonić....- powiedział brunet na co ja spojrzałam na niego z miną w stylu "WTF?!"
-Nie musisz dzwonić, bo ja czuję kiedy mnie potrzebujesz :) - powiedział i wszedł do środka.
-Napijesz się czegoś?- zaproponowałam po czym machnęłam ręką na znak, żeby udał się za mną.
-Herbatę, jeśli można oczywiście.- powiedział i "rzucił" mi najbardziej onieśmielający uśmiech w życiu. Uśmiech to prosty mechanizm...jeżeli Twoje serce jest szczęśliwe, gęba sama się otwiera i wietrzy zęby. Tak było w tym przypadku, gdyż bez wahania go odwzajemniłam. Odwróciłam swój wzrok w stronę Harrego, żeby podać mu kubek, a w jego dłoni ujrzałam ciemno-brązową torbę. Zdezorientowana zaczęłam się zastanawiać, czy to faktycznie Hazz czy seryjny morderca, który w tej torbie trzyma jakieś ładunki wybuchowe, jednak ta myśl szybko wyleciała mi z głowy. Znalazłam w sobie tyle odwagi, żeby spytać chłopaka co w niej ma.
-Amm...H-Harry, po co Ci ta torba??- wyjąkałam i skierowałam wzrok na rękę chłopaka.
-No mam tam różne ciekawe filmy i takie tamm no wiesz..bo niechciałbym, żebyś została sama bo Julie jest u Lou i ...- powiedział a na jego rumianych policzkach pojawiły się rumieńce. W tym momencie troszeczkę się wystraszyłam, wiem jak się kończą "wieczory filmowe" więc byłam pewna iż Julie nie wróci na noc do domu. Ale mimo wszytsko w moim serduszku znalazło się trochę miejsca dla tego "Lovelasa", więc kiwnęłam twierdząco głową w stronę chłopaka, a na mój gest na jego twarzy znów zagościł uśmiech.
-To filmy zostaw w salonie, a torbę zanieś do sypialnii, wiesz pierwsze drzwi po lewej.- powiedziałam do chłopaka, a gdy poszedł zgarnęłam swoją piżamkę, krzyknęłam głośne "Idę pod prysznic" i weszłam do łazienki. Weszłam pod strumienie ciepłej wody i zamknęłam oczy. Wtedy uświadomiłam sobie, że nawet jeśli nie teraz, nie za 2 tygodnie ani za miesiąc ale kiedyś chciałabym być szeptem dla twoich uszu, blaskiem twoich oczu, melodią twego serca, lekkością twojej duszy. Wyszłam z kabiny i "wskoczyłam" w piżamę.
Opuściłam zaparowane pomieszczenie i udałam się w stronę salonu, gdzie stał Loczek z ręcznikiem przewieszonym przez ramię.
-Teraz moja kolej - powiedział, po czym podszedł do mnie. Widząc iż się nie cofam delikatnie musnął moje czoło swoimi malinowymi ustami- Wybierz jakiś film, a ja zaraz wrócę- dodał i znikną za drzwiami łazienki. Westchnęłam cichutko i podeszłam do całej "piramidki" filmów. Wybrałam jakąś komedię i włączyłam ją, po czym udająłam się do kuchni w celu przygotowania popcornu. Wyjęłam go z mikrofalówki i wsypałam do szklanej miski. Zgasiłam światło i "po omacku" doszłam z powrotem do salonu. Usiadłam po jednej stronie jasno-beżowej sofy i wlepiłam swój wzrok w ekran telewizora. Nagle poczułam jak ktoś okrywa mnie kocykiem, odwróciłam wzrok i ujrzałam Loczka, który na twarzy miał wymalowany uśmiech, ale nie taki zwyczajny, taki czuły. Z jego oczu można było wyczytać troskę. Może tylko minutę pełnej uwagi, dzień dyskretnej troski i kilka niczym niespowodowanych, ciepłych słów, wypełniających zimną pustkę w sercu, poczucia wyjątkowości w zwyczaju banale. Może tylko tyle pragnę.? Jeśli tak to zostań tu ! Przy mnie.
-To widzę, że komedia?!- spytał chłopak siadając po drugiej stronie sofy. Na jego pytanie odpowiedziałam tylko skinieniem głowy, i poprawiłam koc. Brunet przez cały film posyłał mi uśmiechy i spojrzenia, jednak nie tego chciał. Uspokoiłam swój nierówny oddech i ...
-No....wiesz.. bo może..- zaczęłam ale nie dokończyłam bo Hazz siedział już obok mnie.
-Oczywiście.- odparł po czym inteligetnie "wślizgnął" mi się pod kocyk i objął mnie ramieniem.
-Nie zapomnij nigdy - nosić w sobie troski o innych, i pomagaj nieproszony a będziesz w życiu spełniony, ja jestem...- powiedział i dotknął swoimi ciepłymi ustami moje czoło przyciągając jeszcze bardziej do siebie.
~---------------------------------------------------------------------------------------------

ale kochanee .. <3 :")
OdpowiedzUsuń