wtorek, 2 kwietnia 2013

Opowiadanie #2

Z torebki wyciągnęłam kartkę z adresem do naszego mieszkania, którą bez wahania podałam kierowcy, kiedy już siedziałyśmy w taksówce. Przejażdżka przez zatłoczony Londyn trwała co najmniej 40 min, przez co nie byłam zbytnio zadowolona iż Julie bez przerwy "terkotała" mi do ucha. 
-Dziękuję, to już tutaj- powiedział kierowca wskazując ręką na ogromny jasno-beżowy budynek. Zapłaciłam taksówkarzowi i stałam jak zaczarowana przed dużymi drewnianymi drzwiami.
-Haaalooo! Słyszysz mnie?!- powiedziała brunetka machając mi rękami przed nosem.
-Tak, po prostu zagapiłam się.- odparłam po czym weszłam do środka. Z naszych ust wydobyło się jedynie "WOW". Jasne ściany, eleganckie a zarazem nowoczesne meble idealnie współgrały z mieszczącą się kawałek dalej seledynową kuchnią. Swój wzrok wlepiłam w Julie, która dalej stała w miejscu, dosłownie "śliniąc" się na widok nowego mieszkania. Zaśmiałam się tylko i podążyłam schodami na górę w poszukiwaniu swojej sypialni. Otworzyłam pierwsze lepsze drzwi i zaniemówiłam z wrażenia. Bez chwili zastanowienia rzuciłam się na ogromne łóżko. 
*Z perspektywy Julie*
Stałam jak oniemiała, po chwili jednak podążyłam za Niką, która w błyskawicznym tempie pognała na górę. Przechodząc ciasnym korytarzem zobaczyłam uchylone drzwi do jednego z 3 pokoi. Zaglądnęłam i ujrzałam brunetkę, wylegującą się na ogromnym łóżku. Uśmiechnęłam się do siebie i otworzyłam kolejne drzwi. Niepewnie weszłam do środka. Rzuciłam swoje walizki na podłogę i otworzyłam okno. Za ten widok niejeden dałby się zabić. Big Ben, London Eye .....
-Julie!!!!!!-krzyknęła Nika, przez co o mało nie wypadłam z okna.
-Jezu! Co się stało ??- udawałam przejętą podczas gdy ze strachu o mało nie dostałam palpitacji serca.
-Nie ma nic w lodówce !- powiedziała a ja zwątpiłam. Jak ja mogę żyć z taką osobą jak ta ?! Nie wiem ale kocham ją nad życie. Podeszłam do mulatki, która była bardzo przejęta tym, że w przeciągu najbliższych 30 min nic nie spożyje. Wręczyłam jej pieniądze i wysłałam do najbliższego sklepu, podczas gdy ja zabrałam się za wypakowanie rzeczy.
*Normalnie (perspektywa Niki)*
Zadowolona wyszłam z domu. Przechodziłam przez zatłoczone uliczki Londynu kompletnie nie zwracając uwagi na innych przechodniów, którzy co jakiś czas popychali mnie raz na lewo raz na prawo. Przeskakiwałam przez kałuże, które co jakiś czas "tamowały" mi drogę. Już w pewnym momencie zwątpiłam w to, że uda mi się znaleźć jakikolwiek sklep, gdy ujrzałam tabliczkę "grocery store". Przyspieszyłam kroki, lecz nagle poczułam, że ktoś podstawia mi nogę a ja całym ciałem wylądowałam w błotnej kałuży. Cała gromadka zaczęła się śmiać. Próbowałam się podnieść jednak poślizgnęłam się i upadłam ponownie, na co to "stado głąbów" zaczęło rechotać jeszcze bardziej. Niespodziewanie ujrzałam rękę nieznajomego, który pomaga mi wstać. Podniosłam się i nerwowo ruszyłam w przeciwną stronę. Na policzkach zagościł rumieniec, odchodząc słyszałam jedynie śmiechy przechodniów, którzy uczestniczyli w tym "incydencie". Przyspieszyłam kroki, biegłam ile sił w nogach. Ucisk na moim nadgarstku zatrzymał mnie. Odwróciłam wzrok. Moje czerwone od płaczu oczy napotkały te same szmaragdowe cudeńka, których właściciel dosłownie 5 min temu pomógł mi wstać. Chłopak jeszcze mocniej chwycił moją dłoń i nic nie mówiąc zaprowadził do stojącego dosłownie 4 m od nas czarnego Vana. Odpalił silnik samochodu i ruszył. Nie mogłam zatrzymać łez. Zostać tak upokorzonym już w pierwszy dzień pobytu tutaj. Ten wyjazd nie rozpoczął się dobrze. Poczułam, że właściciel pojazdu zatrzymał go. A no tak ! Z tego wszystkiego zapomniałam, ze jadę w samochodzie z zupełnie obcym mi facetem. Ręką przetarłam łzy, i odważyłam się popatrzeć w stroną chłopaka.
-Harry.- powiedział i wyciągnął prawą dłoń w moją stronę.
-Nika- odparłam po czym delikatnie uścisnęłam dłoń bruneta.
-Nika???- zapytał wyraźnie zdziwiony.
-Jestem Polką.- powiedziałam i obdarzyłam go uśmiechem, aby następnie wbić wzrok w wycieraczkę.
-Nie przejmuj się tak. To tylko dzieci! Chcieli się zabawić czyimś kosztem .- rzekł i podniósł lekko mój podbródek.
-Tak ! Ale dlaczego to musiałam być właśnie ja ?!- rzuciłam. A on jedynie wybuchł głośnym śmiechem. Po czym jak podejrzewam poczuł na sobie mój karcący wzrok.
-Przepraszam, ale uwierz mi wyglądałaś komicznie nieudolnie próbując wstać z tej kałuży.- powiedział i wystawił swoje ząbki w moją stronę. Przez chwilę się nie odzywałam lecz po chwili uświadamiania sobie jak to mogło wyglądać parsknęłam śmiechem.
-To jak odwieźć Cię do domu??- zaproponował brunet na co tylko skinęłam twierdząco głową. Podałam mu adres i w mgnieniu oka byłam już pod domem.
-Dziękuję Ci bardzo za wszystko.- powiedziałam do chłopaka po czym wysiadłam z samochodu ruszając w stronę drzwi. Weszłam do kuchni, gdzie ujrzałam Julię ścierającą blat kuchenny, na który rzuciłam  
całe brudne od błota banknoty.
-Jezu! Nika co się .....- jej pytanie przerwał dzwonek do drzwi. No pięknie ! Teraz jeszcze ktoś zobaczy mnie w takim stanie?! Głodną. Brudną i ... głodną <jeszcze raz>. Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazały się te piękne zielone tęczówki na widok których na parę chwil dosłownie "odfruwałam". 
-Harry ?! Co ty tu robisz ?- rzuciłam do bruneta, który był dosyć wyraźnie zaskoczony moją reakcją.
-Yyy, bo tak sobie pomyślałem, że może dałabyś mi swój numer?!- powiedział a ja o powstrzymywałam się, żeby nie zapiszczeć na cały głos. Bez zastanowienia podałam chłopakowi ciąg cyfr. Na co on odpowiedział uśmiechem, obiecując, że zadzwoni jeszcze dziś. Weszłam z powrotem do kuchni gdzie zastałam brunetkę wyraźnie zaskoczoną tą całą sytuacją.
-Nika?! T-t-ty wiesz, że właśnie rozmawiałaś z TYM Harrym ?! Harry'm z One Direction ?!- powiedziała dalej stojąc w jednym miejscu.
-Tak. Tak wiem. Wiem to dziwne, że nie krzyczałam, nie ??- zapytałam wyraźnie zadowolona z siebie.
-Wow! Wiesz to może ja pójdę na te zakupy a ty idź weź prysznic czy coś ?!- odparła Julie dalej będąc w lekkim szoku.
~---------------------------------------------------------------------------------------------------
Niedługo część 3 :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz