Rozbawiona całą tą sytuacją dosłownie pognałam do łazienki. Z bananem na twarzy rozkoszowałam się ciepłymi kroplami wody osuwającymi się po moim rozgrzanym ciele. Nie przeszkadzało mi to, że dosłownie 30 min temu skompromitowałam się przed jednym z pięciu bogów nastolatek. Wyszłam z łazienki i udałam się do mojego pokoju. Założyłam na siebie jakieś szmatki i rzuciłam się na łózko wiedząc, że Julie jeszcze nie wróciła ze sklepu. Błogie lenistwo przerwał mi dzwonek telefonu. Od razu pomyślałam, że to mama dzwoni chcąc się dowiedzieć czy jesteśmy już na miejscu. Wyciągnęłam rękę w stronę stolika nocnego i chwyciłam telefon. Moim oczom zamiast "Mamusia :*" ukazał się rząd nieznanych mi cyfr. Przycisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha, przez chwilę nie odzywałam się bo miałam w głowie mętlik czy przywitać się po Polsku czy po Angielsku, jednak w porę usłyszałam wołanie w słuchawce.
-Haalloooo?!- wołał znajomy mi już głos
-Tak, przepraszam na chwilę straciłam zasięg- wymyśliłam coś na poczekaniu, na co zbiłam piątkę z moim drugim "ja" za inteligentne wyjście z sytuacji.
-Nic się nie stało. Mówi Harry.- odpowiedział a na mojej twarzy zagościł ogromy uśmiech.
-O miło mi Cię słyszeć.- grzecznie odpowiedziałam chłopakowi.
-Pomyślałem sobie, że skoro są wakacje to poszłabyś ze mną na jakąś imprezę dzisiaj ??- odezwał się bardzo zachęcającym głosem, jednak ja nie miałam ochoty na szalone imprezy, więc grzecznie zbyłam chłopaka. No! Przynajmniej tak mi się wydawało.
-Wiesz bardzo chętnie, ale nie dzisiaj. Właśnie wprowadzam się z przyjaciółką do nowego mieszkania..-chciałam kontynuować jednak Harry nie pozwolił mi na to.
-Świetnie, przyjadę do was i wam pomogę, nie będziesz zła jak wpadnę z Lou ??- zaproponował a ja nie wiedząc co powiedzieć rzuciłam tylko krótkie "Jasne" i rozłączyłam się. Co ?! Nawet nie zapytałam o której godzinie ! Do domu niespodziewanie weszła brunetka obładowana co najmniej 5 reklamówkami. Na co ja uradowałam się ogromnie, w przerwach w jedzeniu opowiedziałam jej całą tą historię a ona dosłownie wpadła w panikę. Zaczęła latać po domu jak torpeda i odkładała wszystko na swoje miejsce podczas gdy ja patrzyłam się na nią uradowania,do chwili..... Kiedy uświadomiłam sobie jak wyglądam :
Szybko pognałam do swojego pokoju po omal nie zabijając się na schodach. Dosłownie wyskoczyłam z dresów i naciągnęłam na siebie czarne legginsy, wyszłam z pokoju z torebką w ręce- kwestia przyzwyczajenia stwierdziłam i odniosłam ją z powrotem.
Nagle po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Popatrzyłam orientacyjnie na brunetkę stałyśmy w osłupieniu.
-Ej no ! Spokojnie - powiedziałam zarówno do siebie jak i do niej i energicznym ruchem udałam się otworzyć drzwi.
*Z perspektywy Harrego*
Po długiej chwili drzwi powoli zaczęły się otwierać. Wtedy znów ujrzałem ją! Tak ! Mówię o tej samej dziewczynie, która zauroczyła mnie swoją bezradnością a zarazem dystansem do siebie. Zilustrowałem dziewczynę od góry do dołu. Niewysoka brunetka, o mocno czekoladowych oczach i cholernie zaraźliwym uśmiechu. Długie, ciemne proste włosy opadały na opalone ramiona.
-Cześć wejdźcie do środka.- powiedziała wykonując zachęcający ruch ręką. Schyliłem się, żeby obdarować dziewczynę buziakiem w policzek ale ona odwróciła się posyłając mi spojrzenie typu "Boje się ". Wszedłem do środka, przy okazji przedstawiając Nice Lou, który podążał za mną.
*Perspektywa Lou*
Stanowczo wszedłem do środka udając się za Harrym. Rozglądałem się po mieszkaniu dokładnie ilustrując każdy centymetr kwadratowy. Nagle moje oczy otrzymały najpiękniejszy prezent na świecie. Oniemiałem z wrażenia. Ujrzałem ciemno turkusowe oczy brunetki, które wydawały się być nieco zagubione. Kasztanowe włosy co chwila zasłaniały jej porcelanową twarz.
-Louis!- wypaliłem ni stąd ni zowąd.-Mam na imię Lou.-dodałem.
-Julie.- odpowiedziała. Jej głos wydawał się być anielską pieśnią dla moich uszu.
*Normalnie(perspektywa Niki)*
Zaprosiłam gości do salonu.
-Napijecie się czegoś??- zaproponowałam gdyż widziałam, ze Julie jest pochłonięta rozmową z Lou.
-Pewnie ! - wykrzyczeli wszyscy razem, podczas gdy ja udałam się do kuchni. Wyciągnęłam z szafki 4 szklanki a z lodówki mrożoną herbatę. Wbrew sobie zaczęłam cicho podśpiewywać.
I thought I saw a man brought to life,
He was warm, he came around like he was dignified,
He showed me what it was to cry,
Well, you couldn't be that man I adored.
You don't seem to know, seem to care, what your heart is for,
But I don't know him anymore,
There's nothing where he used to lie,
My conversation has run dry,
That's what's goin' on.
Nothing's fine I'm torn... .
Tego momentu nie zaśpiewałam sama, odwróciłam się i ujrzałam Harrego. Momentalnie strzeliłam buraka i powróciłam do wykonywanej wcześniej czynności. Obeuciłam się do niego wręczając tackę z napojami i parę paczek żelek.
-Film?- zapytałam zachęcająco.
-Film.!- odpowiedzieli chórem a ja podeszłam do telewizora.
-Co powiecie na horror ?!- zaproponowałam na co oni tylko skinęli głowami. Włączyłam płytę i odwróciłam się w stronę kanapy ..... Ha! Moja słodka Julie siedziała koło Lou, który co chwilę posyłał jej milutkie uśmiechy. A Harold wyłożył swoje szanowne cztery litery tak, że mi została jedynie podłoga. Bez zawahania usiadłam na mięciutkim dywanie jedynie plecami opierając się o kanapę. Nagle poczułam jak mnie ktoś podnosi.
-Chyba nie myślisz, że pozwolę Ci siedzieć na podłodze?!- powiedział Hazz podnosząc mnie z ziemi na co ja zareagowałam głośnym chichotem jednocześnie pesząc się przy tym. Usadowił mnie na sofie siadając koło mnie. Film trwał w najlepsze a ja co sekundkę zasłaniałam sobie oczy poduszką albo czymkolwiek co znajdowało się w pobliżu, również ręką Stylesa co wywołało u niego na twarzy ogromy uśmiech. Gdy przekąski się skończyły lekko szturnęłam brunetkę palcem aby poszła do kuchni lecz na marne ponieważ i ona i Lou zaczynali chrapać coraz głośniej. Przyciszyłam telewizor i odezwałam się nieco zaspanym głosem do Loczka, który jak zahipnotyzowany patrzył się w ekran telewizora.
-Może wybudził byś tak swojego szanownego kolegę ze snu ?!- grzecznie zasugerowałam.
-Dlaczego ?! Zobacz jak śpi!- popatrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczętami i ręką wskazał na śpiącego Lou a zaraz koło niego Julie. "Niech Ci będzie" pomyślałam i wstałam z kanapy przykrywając śpiących mięciutkim czerwonym kocykiem.
-Która jest godzina ??- zwróciłam się do bruneta.
-Już po północy !- odparł i nie krył zdziwienia tym faktem.- Wiesz ja już pójdę a rano ok 10 przyjadę po Lou, ok ?- zapytał Loczek po czym zabrał się z ubieranie butów.
- Jak chcesz to możesz zostać !- wypaliłam.- Bo to znaczy .. no wiesz! Lou... i ten..- starałam się jak najinteligentniej wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji jednak nie wyszło to najlepiej.
-Ja pójdę do pokoju Julie, a ty do mojego, ok ?- zaproponowałam, żeby już nic więcej nie wypalić.
-Jasne, no to prowadź!- powiedział po czym energicznie do mnie podszedł.
-Pościel jest czysta, bo jeszcze ani raz nie spałam a tym domu, więc nie masz się czego obawiać.- powiedziałam otwierając przed chłopakiem drzwi do sypialni. Wzięłam to co było mi potrzebne z walizki i zostawiając chłopaka samego udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic a następnie wygodnie ułożyłam się na łóżku. Usłyszałam pierwszy grzmot. No nie ! Burza!!! Nakryłam głowę poduszką po czym zaczęłam przeraźliwie głośno krzyczeć. Kolejny piorun. Nie wytrzymywałam. Ubrałam na siebie bluzę i zeszłam do kuchni. Usiadłam na wysokim barowym stołku i podkuliłam nogi czekając aż burza przejdzie. Nagle poczułam czyjś ciepły dotyk na moich pulchnych ramionach.
-Widzę, ze nie tylko ja się boję burzy !- usłyszałam znajomy mi już głos. A następne co usłyszałam były kolejne grzmoty zaraz przy naszym domu. Podskoczyłam na krześle po czym instynktownie wtuliłam się w cieplutki tors chłopaka, który bez wahania przyciągnął mnie bliżej do siebie.
~------------------------------------------------------------------------------------------
Niedługo część 4 :)