~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chwiejnym
krokiem przeciskałam się przez spocony tłum pijanych nastolatków, poruszających
się w rytm muzyki, chcąc jedynie wydostać się z zatłoczonego miejsca. Dym
papierosowy dosłownie wypalał moje płuca, kiedy chciałam zaczerpnąć więcej
powietrza. Stanęłam w miejscu wzrokiem wypatrując wyjścia z tego
demoralizującego miejsca, które potocznie nazywane było klubem, jednak nijak mi
się to nie udawało. Kątem oka zauważyłam przyjaciółkę, która obściskiwała się z
nowo poznanym facetem, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. Westchnęłam
głęboko, kiedy kolejny raz podjęłam próbę wydostania się z klubu. Głośna
muzyka, znaczące ilości alkoholu w moich żyłam zaczęły dawać o sobie znać,
kiedy po wielu próbach w końcu udało mi się wyjść na zewnątrz. Zawroty w
głowie, suchość w ustach i lekki ból brzucha to wszystko co wtedy czułam.
Rękami zaczęłam pocierać odkryte ramiona, kiedy poczułam jak chłodny wiatr
otula moje ciało. Zaśmiałam się ze swojej własnej głupoty, kiedy uświadomiłam
sobie, że jestem zdana tylko i wyłącznie na siebie, iż rozładowaną komórkę
zostawiłam w domu, zanim jeszcze wyszłam do klubu. Schyliłam się trochę ściągając z siebie
wysokie szpilki, kiedy ból w stopach zaczął dawać o sobie znać. Z moich ust
uleciała niezbyt kulturalna wiązanka słów, kiedy moim oczom ukazały się
ciemno-brązowe buty. Zastanowiłam się dwa razy zanim odważnie się wyprostowałam
i spojrzałam na muskularną sylwetkę, łysego mężczyzny, który stał przede mną. Uśmiech,
który zagościł na jego twarzy kiedy zobaczył moją wystraszoną posturkę przed
sobą, definitywnie nie należał do tych przyjaznych.
-Jesteś
sama?- jego gruby głos, wydawał się być lekko rozbawiony, kiedy stałam przed
nim jak słup soli. Nie odpowiadałam, co było dla niego wystarczającą
odpowiedzią. Wielka dłoń mężczyzny oplotła moją talię, kiedy próbowałam się wycofać.
-Gdzieś się
wybierasz ?- jego głos kolejny raz zabrzmiał tuż obok mojego ucha. Przełknęłam
głośno ślinę, desperacko szukając wzrokiem kogoś kto mógłby mi pomóc w tej
sytuacji. Alkohol jakby wyparował z moich żył w obliczu ogromnego strach, który
zawładnął moim ciałem. Oczy otwarły się szerzej, kiedy dostrzegłam męską
posturę wysiadającą z czarnego samochodu. Chłopak zatrzasną drzwi od auta,
kierując się w stronę wejścia do klubu. Nie spuszczałam z niego wzroku, modląc
się aby odwrócił głowę. Zapiszczałam, kiedy mój napastnik zaczął przygryzać
skórę mojej szyi. Niespodziewanie wysoka sylwetka chłopaka się odwróciła.
Odnalazł ze mną kontakt wzrokowy. Stał w miejscu, kiedy niemo prosiłam o pomoc.
Jego usta uformowały się w literkę „o” kiedy zrozumiał o co mi chodzi. Mój
wzrok zaczął podążać za jego niepewnymi krokami, kiedy ostrożnie zbliżał się do
nas. Łysy mężczyzna był odwrócony tyłem do niego, więc miałam pewność, że go
nie zobaczy. Oczy bezwiednie napuściły się łzami, kiedy napastnik kolejny raz
szarpną zębami delikatną skórę mojej szyi. W jednej sekundzie poczułam jak jego
uścisk na mojej tali się rozluźnia, kiedy młody chłopak uderzył go kolanem w
kręgosłup. Mocno chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą, podczas gdy, muskularny
potwór zwijał się z bólu. Biegłam boso, kurczowo trzymając dłoń chłopaka.
Automatyczny pilot otworzył samochód, który zaparkowany był pod klubem. Chłopak
pomógł mi wejść na siedzenie pasażera, a sam obszedł samochód aby po chwili
usiąść za kierownicą. Serce omal nie wypadło mi z piersi, kiedy dłonią
sięgnęłam do lekko opuchniętego miejsca tuż przy podstawie szyi. Kiedy już odjechaliśmy
na bezpieczną odległość od klubu, samochód zatrzymał się na poboczu. Zaschło mi
w gardle, kiedy chłopak sięgnął ręką do przycisku, co spowodowało, że w
samochodzie zrobiło się dużo jaśniej. Patrzyłam się na swoje ręce, które
nerwowo bawiły się rąbkiem sukienki, którą miałam na sobie.
-Wszystko w
porządku?- zachrypnięty głos wypełnił samochód. Przez chwilę zbierałam w sobie
odwagę, żeby ostatecznie odwrócić głowę w stronę chłopaka. Ciemne, kasztanowe
loki opadały na jego czoło. Intensywne, zielone oczy przeszywały mnie wzrokiem
zanim się ocknęłam.
-T…tak,
przepraszam…- wydukałam i znów skupiłam swój wzrok na pomalowanych na czerwono
paznokciach.
-Nie masz za
co, jestem Harry.- jego stosunkowo duża dłoń została wyciągnięta w moją stronę
co z wdzięcznością zaakceptowałam.
-[T.I].
Nie zdążyłam
nawet zareagować, kiedy samochód znów ruszył.
-Gdzie
jedziemy ?
-Do mnie.-chłopak
spojrzał na moją twarz kiedy w przerażeniu wpatrywałam się w przednią szybę
samochodu.-Nie skrzywdzę Cię..obiecuję.-dodał na co ja jedynie kiwnęłam głową,
nie będąc w stanie nic z siebie wykrztusić. Obojętność jaka w tamtej chwili
oblała moje ciało, była wręcz przytłaczająca.
fajnee :D Takie... inne. nie w twoim stylu (: ale fajne. a co z tamtym opowiadaniem!?
OdpowiedzUsuńMiło :D aktualnie brak weny, ale spróbuje coś napisać :DD
OdpowiedzUsuńSuper... *.*
OdpowiedzUsuńZaprasza, do siebie - http://a-friend-in-need-is-a-friend-indeed.blogspot.com/
Pozdrawiam, Bijaczka. ;**
super bardzo mi się podoba czekam na dalszą część
OdpowiedzUsuń:333333333333