czwartek, 4 lipca 2013

Louis

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj.  25 kwietnia, dzień moich 18 urodzin. Dzień jak co dzień, miałam go spędzić w towarzystwie kubka gorącej herbaty w rękach, ale tak się nie stało. Nawet nie zdajesz sprawy z tego jak się czułam kiedy w drzwiach do mojego pokoju ujrzałam twoją twarz. Stałeś tak patrząc się na mnie a ja najnormalniej w świecie płakałam ze szczęścia. Przyjaciel ? Nie, to za mało powiedziane. Bez chwili zastanowienia wtuliłam się w twój tors, pragnąc jedynie zostać w twoich ramionach do końca życia. Zachichotałeś cichutko kiedy mocniej oplotłam swoje ramiona wokół twojej talii. Uśmiech okraszony dwoma rumieńcami na policzkach pojawiły się na mojej twarzy, kiedy zacząłeś szeptać jak bardzo się za mną stęskniłeś. Wszechogarniająca aura szczęścia, która pojawiała się kiedy tylko znalazłeś się obok mnie, dała o sobie znać po przez mocniejsze bicie serca. Mogłabym przysiąc, że również je słyszałeś. Mój głośny śmiech wypełnił pokój, kiedy moim oczom ukazał się mały jasno-brązowy miś. Do dziś w głowie mam twoje słowa kiedy mi go wręczałeś. Uśmiechnąłeś się delikatnie, kiedy musnęłam ustami twój rumiany policzek.
Lekki wiatr muskał nasze twarze, kiedy usiedliśmy na trawie w towarzystwie kilku poustawianych w około świec. Twoje ręce były oplecione z przodu mojego ciała w opiekuńczym geście, kiedy usiadłeś za mną i oparłeś swoją brodę o moje ramie. Poczułam twój drżący oddech na swoim karku, kiedy delikatnie zacząłeś obracać mnie przodem do siebie. Twoje dłonie kurczowo trzymały koniec twojego niebieskiego T-Shirtu. Wstrzymałeś oddech, kiedy lekko ścisnęłam twoją dłoń, próbując dodać Ci trochę otuchy. Potarłeś kciukiem u kostki moich palców, kiedy zebrałeś się na odwagę aby spojrzeć mi w oczy. Lekko rozchyliłeś usta i zacząłeś mówić, uważnie ilustrując moją reakcję. Wtedy zamarłam. Głębia twoich słów wprowadziła mnie w stan chwilowej hibernacji, kiedy próbowałam przetworzyć to co do mnie powiedziałeś. 2 magiczne słowa. Dosłownie rzuciłam się na ciebie chowając twarz w zagłębieniu twojej szyi. Odetchnąłeś z ulgą, kiedy potwierdziłam swoje gesty słowami. Od tego czasu połowa mnie to byłeś TY.
A teraz leżę tutaj, twoja ręka znaczy rozmaite wzory na  obnażonej skórze moich pleców.  Miękkie usta raz co raz przywierają do delikatnej skóry moich ramion zostawiając na niej malutkie buziaki. Odwróciłam się w twoją stronę, delikatnie muskając ustami miejsce tuż po uchem. Zawsze broniłeś się od tego, ale tylko ja wiedziałam, że masz tam „słaby punkt”. Ucałowałeś czubek mojego nosa kiedy odnalazłam twoją dłoń i wplotłam w nią swoje palce. Ciepło bijące od ciebie, ogrzewało moją drobną posturę. Poruszyłam się, kiedy usiłowałam zmienić pozycję do spania. Odetchnąłeś z udawanym wyrzutem i uwolniłeś mnie z uścisku. Włożyłam swoje udo między twoje, opierając policzek na twoich torsie. Twoja duża dłoń, bez problemu odszukała moją. Zaśmiałeś się gardłowo, kiedy złożyłam dłoń w pięść, nie pozwalając Ci złączyć naszych rąk.  Twoje spojrzenie dało mi do zrozumienia, więc rozluźniłam dłoń, pozwalając na splecenie naszych palców.
-Idź spać, już jest późno.-Twój cichy szept rozniósł się po pokoju.
-Kocham Cię.


-Ja Ciebie też.-Odpowiedziałeś i zbliżyłeś swoją twarz do mojej. Twoje malinowe usta delikatnie naparły na moje. Odsunąłeś się, jednak na tyle bym dalej mogła masować twoje usta swoimi. Ostatni raz musnęłam twoje wargi, zanim opleciona twoimi ramionami odpłynęłam w krainę nieświadomości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz