Pamiętam ten
dzień jakby to było wczoraj. 25
kwietnia, dzień moich 18 urodzin. Dzień jak co dzień, miałam go spędzić w
towarzystwie kubka gorącej herbaty w rękach, ale tak się nie stało. Nawet nie
zdajesz sprawy z tego jak się czułam kiedy w drzwiach do mojego pokoju ujrzałam
twoją twarz. Stałeś tak patrząc się na mnie a ja najnormalniej w świecie
płakałam ze szczęścia. Przyjaciel ? Nie, to za mało powiedziane. Bez chwili
zastanowienia wtuliłam się w twój tors, pragnąc jedynie zostać w twoich
ramionach do końca życia. Zachichotałeś cichutko kiedy mocniej oplotłam swoje
ramiona wokół twojej talii. Uśmiech okraszony dwoma rumieńcami na policzkach
pojawiły się na mojej twarzy, kiedy zacząłeś szeptać jak bardzo się za mną
stęskniłeś. Wszechogarniająca aura szczęścia, która pojawiała się kiedy tylko
znalazłeś się obok mnie, dała o sobie znać po przez mocniejsze bicie serca.
Mogłabym przysiąc, że również je słyszałeś. Mój głośny śmiech wypełnił pokój,
kiedy moim oczom ukazał się mały jasno-brązowy miś. Do dziś w głowie mam twoje
słowa kiedy mi go wręczałeś. Uśmiechnąłeś się delikatnie, kiedy musnęłam ustami
twój rumiany policzek.
Lekki wiatr
muskał nasze twarze, kiedy usiedliśmy na trawie w towarzystwie kilku
poustawianych w około świec. Twoje ręce były oplecione z przodu mojego ciała w
opiekuńczym geście, kiedy usiadłeś za mną i oparłeś swoją brodę o moje ramie. Poczułam
twój drżący oddech na swoim karku, kiedy delikatnie zacząłeś obracać mnie
przodem do siebie. Twoje dłonie kurczowo trzymały koniec twojego niebieskiego
T-Shirtu. Wstrzymałeś oddech, kiedy lekko ścisnęłam twoją dłoń, próbując dodać
Ci trochę otuchy. Potarłeś kciukiem u kostki moich palców, kiedy zebrałeś się
na odwagę aby spojrzeć mi w oczy. Lekko rozchyliłeś usta i zacząłeś mówić,
uważnie ilustrując moją reakcję. Wtedy zamarłam. Głębia twoich słów wprowadziła
mnie w stan chwilowej hibernacji, kiedy próbowałam przetworzyć to co do mnie
powiedziałeś. 2 magiczne słowa. Dosłownie rzuciłam się na ciebie chowając twarz
w zagłębieniu twojej szyi. Odetchnąłeś z ulgą, kiedy potwierdziłam swoje gesty
słowami. Od tego czasu połowa mnie to byłeś TY.
A teraz leżę
tutaj, twoja ręka znaczy rozmaite wzory na
obnażonej skórze moich pleców.
Miękkie usta raz co raz przywierają do delikatnej skóry moich ramion
zostawiając na niej malutkie buziaki. Odwróciłam się w twoją stronę, delikatnie
muskając ustami miejsce tuż po uchem. Zawsze broniłeś się od tego, ale tylko ja
wiedziałam, że masz tam „słaby punkt”. Ucałowałeś czubek mojego nosa kiedy
odnalazłam twoją dłoń i wplotłam w nią swoje palce. Ciepło bijące od ciebie,
ogrzewało moją drobną posturę. Poruszyłam się, kiedy usiłowałam zmienić pozycję
do spania. Odetchnąłeś z udawanym wyrzutem i uwolniłeś mnie z uścisku. Włożyłam
swoje udo między twoje, opierając policzek na twoich torsie. Twoja duża dłoń,
bez problemu odszukała moją. Zaśmiałeś się gardłowo, kiedy złożyłam dłoń w
pięść, nie pozwalając Ci złączyć naszych rąk.
Twoje spojrzenie dało mi do zrozumienia, więc rozluźniłam dłoń,
pozwalając na splecenie naszych palców.
-Idź spać,
już jest późno.-Twój cichy szept rozniósł się po pokoju.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie
też.-Odpowiedziałeś i zbliżyłeś swoją twarz do mojej. Twoje malinowe usta
delikatnie naparły na moje. Odsunąłeś się, jednak na tyle bym dalej mogła
masować twoje usta swoimi. Ostatni raz musnęłam twoje wargi, zanim opleciona
twoimi ramionami odpłynęłam w krainę nieświadomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz