*
Były wakacje ty razem z moją najlepszą kumpelą jedziemy do ....LONDYNU! Tak to nie sen, jedziemy do miasta w którym ponoć marzenia się spełniają. Będziemy mieszkać u cioci [I.T.P] która mieszka w Londynie
-Proszę zapiąć pasy-usłyszałam głosy stewardessy, który szybko wybudził mnie ze snu.
Tak jest wylądowałyśmy ! Na lotnisku czekała na nas ciocia [I.T.P], która na powitanie obdarzyła nas ogromem buziaków, po czym wsadziła nasze walizki do samochodu. Po 10 min jazdy w zupełnej ciszy dojechałyśmy na miejsce, wielkość domu mnie zadziwiła, a zarazem przestraszyła, nie powiem w jednej chwili zaczęłam się martwić czy się nie zgubię, a znając moje zdolności do odnajdywania się w terenie nie były na wysokim poziomie. Ciocia Kasia dosłownie "wrzuciła" nasze walizki po czym rzuciła krótkie "ja lecę do pracy " i wygnała z domu.
-Chodźmy do naszego pokoju - powiedziała [I.T.P] i wyparowała po schodach na górę.
Otworzyłyśmy drzwi do ogromnej sypialni w której stały 2 osobne łóżka.
-Ja zajmuje to po prawej - krzyknęłam widząc, że [I.T.P] chce wpakować się do niego.
-Będzie fajnie zobaczysz, ale moja ciocia nie będzie za dużo przebywała w domu, jest zapracowaną osobą dlatego dała nam klucze i... numer do pizzy na wynos - powiedziała entuzjastycznie po czym wyszła do łazienki.
-Położyłam się na dużym wygodnym łóżku i myślałam o czym? Nie wiem ale odpływałam myślami gdy na ziemie sprowadziła mnie [I.T.P]
-Wstawaj, idziemy - powiedziała
-Gdzie? - zapytałam niezbyt podekscytowana
-No proszę Cię... musimy posmakować trochę Londynu. - powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Ok- odpowiedziałam jej z ogromnym entuzjazmem
Zaprowadziła mnie najpierw do... Starbucks'a. Nie była by sobą, gdyby mnie nie wysłała po 2 duże Latte a sama została przed kawiarnią wystawiając swoje długie opalone nogi do słoneczka. W między czasie dostałam SMS od mamy : "Hej, słońce jak tam ???" . Stojąc w kolejce odpisywałam mamie na SMS nie widząc nic po za małym ekranem telefonu. Nagle poczułam jak wylewa się na mnie kawa a telefon wypada mi z rąk, nie podnosząc wzroku poniosłam telefon. Wstałam.
-Przepraszam, to przez nieuwagę.-powiedział wysoki szczupły brunet z kręconymi włosami.
-Nie nic się nie stało, przepraszam - odpowiedziałam i podeszłam by złożyć zamówienie. Dobrze wiedziałam kto to jest może dlatego nie chciałam spojrzeć mu w oczy... bałam się ? Czego ? Jego uśmiechu ? Zielonych tęczówek ? Nie wiem. Zaszokowana sytuacją, minęłam chłopaka, który cały czas stał w jednym miejscu nie wiedząc co się stało.
-Ale upokorzenie!- Powiedziałam do [I.T.P] siadając na ławce i podając jej kawę.
-Wiem... widziałam przez szybę - powiedziała z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Nagle zauważyłam go jak wychodził z kawiarni, popatrzyłam się na niego, żeby następnie wbić wzrok w nierówno poukładane płyty chodnika, zerwałam się z ławki i pokazałam [I.T.P], żebyś my poszły.
Chłopak szedł za nami cały czas aż do czasu kiedy doszłyśmy do domu.
-Zamówmy pizze !- wpadła na świetny pomysł [I.T.P] i bez wahania podniosła słuchawkę telefonu.
-Ja chyba nie mam nic do gadania. - powiedziałam po czym poszłam wziąć długi prysznic.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, jak na dostawce pizzy szybki ten pan, pomyślałam i wyszłam z kabiny.
-[T.I] to do ciebie, list chodź na dół.- krzyknęła
-Już, już sekundkę - powiedziałam, zastanawiając się kto mógłby go napisać.
Szybkim krokiem zbiegłam do kuchni. Na blacie kuchennym leżał list, ostrożnie podniosłam kopertę, i otworzyłam ją. Ku moim oczom ukazała się niebieska karteczka na której było napisane "Spotkaj się ze mną przed bramą do ZOO jutro o 13.
Chłopak ze Starbucks'a"
Kąciki moich ust uniosły się mimowolnie. Ucieszyłam się, a mimo tego nie chciałam się z nim spotkać.
-Uśmiechasz się.- powiedziała [I.T.P] przyglądając mi się bacznie.
-Sama nie wiem- powiedziałam dając jej list.
-No weź!- powiedziała szturchając mnie palcem w brzuch
Nie odpowiedziałam nic, poszłam usiadłam na łóżku i zastanawiałam się nie nad tym czy powinnam pójść, tylko nad tym dlaczego ktoś taki jak on chce spotkać osobę tak zwyczajną, prostą jak ja.
Usnęłam.
-[T.I] wstawaj już 10!- wrzasnęła mi nad uchem [I.T.P]
- No weź są wakacje !- powiedziałam po czym odwróciłam się na drugi bok.
-Oj !- mruknęła i zdarła ze mnie kołdrę .
Po długim zwlekaniu się z łóżka zeszłam do kuchni, zapach tostów i ciepłego kakałka wywołał u mnie dreszcze. Popatrzyłam na zegarek.
-Już 11.30 co dziś robimy ?- zapytałam lekko zaspanym jeszcze głosem
- Ja idę na zakupy a ty na spotkanie.- powiedziała stanowczo
-Nie, na prawdę. Zrozum ja nie chce tam iść.- odparłam biorąc łyka ciepłego kakaa.
-Chodź trzeba Cię w coś ubrać!- dosłownie krzyknęła mi do ucha.
Nigdy nie byłam na randce, nigdy nie kochałam i nigdy nie byłam kochana. Nie wiem co to znaczy czuć. O 12.40 pod namową koleżanki wyszłam z domu ubrana w czarną sukienkę przed kolano, czarne vansy i jeansową kurteczkę. Byłam przerażona. Po głowie krążyło mi masę pytań. Co ja mu powiem ?
Jak mam się zachować?Jestem. Duża brama, dzieci z watami cukrowymi i popcornem "latały" po ZOO od jednej klatki do drugiej. Usiadłam na betonowym murku i czekałam.
~------------
Koniec części 1 :)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz